Pan Wołodyjowski leciał tak, że pachołek, na gorszym koniu siedzący, daleko pozostał za nim
potencja turecka osłabiona... Od kilku dni była w gorączce, twarz jej zbladła, oczy zapadły, pierś poruszała się krótkim i przerywanym oddechem, stało się z nią coś dziwnego; zapadła jakby w gwałtowną niemoc, i nie przyszło to z wolna, stopniowo, ale od razu; porwało ją to jak wicher, jak burza; rozżarzyło jej krew jak płomień; olśniło jej wyobraźnię jak błyskawica. Panna Basia mi to gniewie słusznym w oczy rzuciła, ja się zaś nie wypieram, żem wypadł z tego domu w furii i leciałem szukać pomsty nad Ketlingiem... Talleyrand Zwał on się Dydiuk. - Hum! - ozwał się Zagłoba. Panienka na taką propozycję aż podskoczyła w górę, następnie pocałowała w ramię pana Zagłobę i dygnęła małemu rycerzowi mówiąc: - Dziękuję za obietnicę! Już trochę umiem! Ale Wołodyjowski cały był zajęty rozmową z Krzysią Drohojowską, więc odpowiedział z dystrakcją: - Co tylko waćpanna rozkażesz! Zagłoba z rozpromienionym obliczem przysiadł się znów do pani stolnikowej latyczowskiej. Pani stolnikowa jęła przenosić wzrok z niej na Ketlinga i z Ketlinga na nią, czego nie czyniła dawniej.
- Żyje syn jego! - odpowiedział Zagłoba. Pana Boskiego, kawalera wielkiej zacności i najmilszego towarzysza, orda ogarnęła temu kilka lat pod Kamieńcem. Że zaś obok tego zawiązała się między nimi wielka przyjaźń, że poza miłością jeszcze się lubili niezmiernie, a o samej miłości nic dotąd sobie nie rzekli, przeto czas im schodził jak sen i pogoda była nad nimi. Nawet ponury Mellechowicz, który na głowę ciągle chorzał, a który serce twardsze i dziksze miał od innych, rozjaśniał się na jej widok. Rafał Ziemkiewicz Wiem, jaką waćpanu krzywdę czynię, i to mnie boli tak okrutnie, że ot! rady dać sobie nie mogę!... Pan Michał taki zacny, taki poczciwy!... Żywności też było skąpo i wszystkiego nam żałowali prócz bicza.
Dla niego nie masz nad zgodę; tylko patrzy, gdzie by kogo z kim pogodzić, a to na nic. Pan Zagłoba, stolnik i jego żona poczęli bezprzestannie zamieniać ze sobą spojrzenia, jakby zachęcając się wzajemnie do poczęcia zwykłej rozmowy, ale długo żadne nie mogło się jakoś na to odważyć, dopiero pierwszy pan Zagłoba zaczął. I nie dziwota! Takiego żołnierza jak pan Wołodyjowski każdy rad ugościć, a kto złapie, to trzyma. - Zali nie pierwsza pamięć dziada? - I mego dobrodzieja... - Z tego małżeństwa urodził się pan Mikołaj Smiotanko, takoż chorąży podolski. Rafał Ziemkiewicz Znać żołnierz był z przyrodzenia krotofilny i za kawalerskich lat musiał moc figlów napłatać. - Cicho tam siedź i nie wtrącaj się w nie swoje rzeczy! - odparł Zagłoba, którego ubodło to najwięcej, że przy stolniku latyczowskim spotkała go ta wymówka.
- On to z największymi mistrzami czynił. Już ja ich namówię, nie bój się! Przed pana Zagłoby dowcipem nic się nie ostoi. Kto tam hultajów skrzyknie, może o całą Rzeczpospolitą nie dbać. Nie zapomniałem ja tamtej niebogi i nie zapomnę jej nigdy; miłuję ją dotąd i gdybyś wiedziała, ile jest po niej płaczu we mnie, sama byś nade mną zapłakała... Bogaty ojciec Ną Krzysię ani spojrzał. Nie obyło się też i bez wypadku. Harowałeś ty, żołnierzyku, przez całe życie, haruj jeszcze.
I znów spojrzał na Basię, i znów mimo woli pomyślał: „Ależ to licho wdzięczne w tym świetle miesiąca!” Blisko już było do Ketlingowego dworu i po chwili zajechali. Na to Zagłoba: - Baśka! imainuj sobie, że masz córkę i że trzeba ci ją za jakowegoś Tatarzyna wydać? - Azja kniaź - odrzekła Basia. Mnie trocha boli, ale to nic... Stanisław Michalkiewicz Ketling w dodatku pokazał panu Zagłobie jakieś „zamorskie listy” i przekonał go ostatecznie. Młody rycerz póty błagał, póty się na swoje braterstwo z Wołodyjowskim powoływał, póty klękał, aż zgodziła się i nadal u niego zamieszkać. To powiadam ci, że kiedym przy niej podczas wieczerzy siedział, tak mnie od niej piekło jak od piecyka. W środku wieczerzy wpadł na opowiadanie, jak niegdyś z kniaziówną Kurcewiczówną i Rzędzianem samoczwart przed całym czambułem umykali i jak wreszcie dla ocalenia kniaziówny i zatrzymania pogoni rzucili się we dwóch na czambuł.
W mgnieniu oka zeskoczył z kulbaki i porwał Basię w ramiona. - Nie ma co mówić! Zmorzyło mnie. Bądź zdrowa! To rzekłszy ruszył wąsikami, skłonił się i wyszedł. - A co mnie do jego koligacyj! - przerwał Zagłoba nie tając złego humoru - ni on mi brat, ni swat, a ja powiem waćpani, że hajduczka dla Michała przeznaczałem, bo jeśli między dziewkami, które na dwóch nogach chodzą po świecie, jest od niej lepsza i poczciwsza, to niech ja od tej chwili zacznę chodzić na czterech jako ursus! - Michał jeszcze o niczym nie myśli, a choćby i myślał, to jemu więcej Krzysia w oko wpadła... - Pan Nowowiejski przyjechał - odpowiedziała Krzysia - z Basią i panią stolnikową się zabawia, ja zaś wyszłam umyślnie naprzeciw waćpana, bom była niespokojna o to, co pan hetman miał waćpanu powiedzieć. Na myśl o tym świat cały kręcił się z nim; coraz nowe żądze wypełzały z jaskiń jego duszy jak węże z rozpadlin skalnych; ale był to człowiek posiadający zarazem straszną siłę nad samym sobą, więc rzekł sobie w duszy: „Nie Iża jeszcze!”, i trzymał swe dzikie serce na woli jak rozhukanego konia na arkanie. Tymczasem będzie miał hetman czas przygotować się lepiej; tymczasem Kozacy i Dorosz w wierności dla sułtana się zawahają.